Psychodeliki i medycyna paliatywna, opieka końca życia
Pamiętaj, że substancje psychodeliczne są w Polsce zakazane prawnie i mogą być niebezpieczne dla Twojego zdrowia. Nie zachęcamy do nielegalnego stosowania substancji psychodelicznych. Skupiamy się na edukowaniu, pomocy, redukcji szkód.
Wprowadzenie
Od początku XXI wieku wśród naukowców i lekarzy zajmujących się terapią paliatywną, znacząco wzrosło zainteresowanie koncepcją, która wydawała się na dobre zamknięta w archiwach historii psychiatrii – terapii z użyciem psychodelików. Odrodzenie dyskusji naukowej w dużej mierze można przypisać przełomowemu badaniu, opublikowanemu w 2006 roku przez Griffithsa i jego współpracowników z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa . W badaniu testowano efekty psylocybiny, naturalnie występującego w grzybach psychodeliku, u zdrowych ochotników w wieku od 24 do 64 lat, którzy doświadczali dystresu na niepatologicznym poziomie. Jak wspomniano w badaniu, wielu z nich odznaczało się także podwyższonym poziomem stresu. Ogólnie były to jednak osoby zdrowe i bez historii chorób psychotycznych w rodzinie. W badaniu wykazano, że już jedna dawka psylocybiny ma potencjał do powodowania długotrwałych, pozytywnych zmian w nastroju i zachowaniu. Psylocybina wywołała natychmiastową, znaczącą i trwałą poprawę w zakresie lęku i depresji, mierzonych za pomocą kwestionariuszy. Podczas kontroli po 6,5 miesiąca, około 60-80% uczestników nadal doświadczało klinicznej redukcji poziomów tych dwóch wskaźników. To bardzo istotny wynik, zważywszy na fakt, że mówimy przecież o jednorazowym podaniu substancji leczniczej, a nie złożonemu rygorowi. Co idzie za zmniejszeniem poziomu lęku i depresji, leczenie przyniosło również zarejestrowane, trwałe korzyści w zakresie dystresu egzystencjalnego i jakości życia, a także poprawiło nastawienie wobec śmierci… były to aspekty mierzone dodatkowo, jednak otworzyły dyskusję o zastosowaniu psychodelików w zupełnie nowym obszarze – terapii paliatywnej (Griffiths, Richards, Cann & Jesse, 2006). Czy wyniki te są wystarczające, aby uznawać psychodeliki za remedium na cierpienie psychiczne – związane chociażby ze świadomością nadchodzącej śmierci? Zdecydowanie nie. Rozwiązanie to, jak w przypadku psychodelicznej terapii innych stanów psychicznych, powinno być zależne od decyzji, etyki i aspektów medycznych.
Warto przeprowadzić więc krytyczną analizę, rozpoczynając od przyjrzenia się mechanizmom i potencjałowi zawartemu w działaniu psychodelików – tym razem kontekście terapii paliatywnej. Należy zwrócić szczególną uwagę na interakcje psychodelików z systemem serotoninergicznym i wpływ na pewne sieci neuronowe, które mogą być odpowiedzialne za generowanie doświadczeń transformatywnych. To właśnie w nich tkwi bowiem największa nadzieja na integrację dylematu życia i śmierci oraz wykształcenie jaśniejszego ich znaczenia w osobistym systemie wartości jednostki. Następnie, zamierzam przeanalizować dostępne wyniki interesujących badań klinicznych, eksplorując potencjał psychodelików w zmniejszaniu symptomów takich jak lęk egzystencjalny, depresja czy poczucie izolacji oraz kwestii etycznych stosowania ich w terapii paliatywnej i końca życia. Na koniec, chciałabym podzielić się moją rozmową z osobą zajmującą się opieką paliatywną – Caroline Zaza, wolontariuszką towarzyszącą osobom starszym, pracującą w ośrodku La Maison de Tara. Caroline, jak wielu innych specjalistów, pracujących z pacjentami u kresu życia, stara się zapewnić swoim podopiecznym psychiczny komfort, pomoc i wsparcie duchowe w ostatnich dniach życia. Z czym musi się mierzyć w domu opieki, czego się nauczyła, co sądzi o potencjale psychodelików w kontekście opieki paliatywnej? Te i inne tematy rozwinęłyśmy w rozmowie, która pojawi się na końcu tego artykułu. So, bear with me!
O odchodzeniu i ludzkim ego.
Jaki mechanizm stoi za pogodzeniem się ze śmiercią i procesem odchodzenia? Jest to oczywiście złożony i indywidualny proces, który może być uzależniony od jednego silnego doświadczenia, bądź szeregu czynników. Często ogromną rolę odgrywa poziom duchowy, poziom wiedzy, częstość samego powracania do tego trudnego dla wielu, tematu. Okazuje się, że doświadczenie psychodeliczne może mieć bezpośredni związek z duchowym pogodzeniem się ze śmiercią, przez co coraz częściej staje się wspominane w kontekście uśmierzania bólu psychicznego u pacjentów terminalnych (na “łożu śmierci”). Dlaczego psychodeliki wykazują zdolność wpływania na ten aspekt?
W doświadczeniu psychodelicznym mówimy o śmierci ego (ang. Ego Death), w którym dochodzi do tymczasowej utraty poczucia osobistej tożsamości. Osoba doświadczająca „ego death” może czuć, że granice pomiędzy jej poczuciem „ja” a resztą świata się rozmywają, prowadząc do doświadczenia jedności z otoczeniem, wszechświatem. Może stać się to niezwykłym, oczyszczającym, pozwalającym pogodzić się z ulotnością życia i spajającym z wyższym sensem ludzkiego doświadczenia, przeżyciem.
Dostępne opisy przypadków dostarczają informacji, jakoby było to doświadczenie transcendentalne, zmieniające sposób postrzegania konceptów. Jaki mechanizm stoi za transformacjami wśród pacjentów? Co najważniejsze, psychodeliki, takie jak LSD, DMT, psylocybina, meskalina, wpływają na układ limbiczny, co może prowadzić do zmian w percepcji, nastroju, myśleniu i świadomości. (Brzózka, 2023). Jednym z najbardziej prawdopodobnych patomechanizmów neurobiologicznych jest wpływ na układ serotoninergiczny i sieć domyślną mózgu, zwaną również siecią stanu początkowego lub siecią aktywności standardowej mózgu (ang. default mode network, DMN). Zmiany w układzie serotoninergicznym, czyli odpowiedzialnym za wydzielanie serotoniny, prowadzą do zwiększenia neuroplastyczności, potencjału modulowania kory. Druga część, DMN z kolei związana jest z poczuciem jaźni, autorefleksji czy cech osobowościowych. Psychodeliki mają potencjał znacząco obniżać jej aktywność, co może prowadzić właśnie do stanu „ego death/dissolution” – rozpuszczenia się jaźni. Wyróżniamy przy tym kilka ośrodków, których niestandardowa aktywność podczas terapii psychodelikami, może odgrywać znaczącą rolę w zmianach przekonań o śmierci. Po pierwsze układ limbiczny, czyli złożony system struktur mózgowych, który bierze udział w regulacji zachowań emocjonalnych i niektórych stanów emocjonalnych takich jak strach, zadowolenie, przyjemność, euforia, uniesienie. Po drugie, szczególnie wrażliwy na działanie psychodelików, korowy zakręt przyhipokampowy, którego działanie jest zakłócane na poziomie przepływu informacji z hipokampa do stref wykonawczych w mózgu, odpowiedzialnych za pamięć roboczą. Powoduje to tymczasowe “wyciszenie” naszej pamięci autobiograficznej. Zjawisko to czasami bywa określane jako amnezja autobiograficzna (H. Bloom, 2001).
Profesor Andrzej Pilc pracujący w Zakładzie Neurobiologii Instytutu Farmakologii im. Jerzego Maja PAN w Krakowie oraz w Collegium Medicum UJ, zajmuje się neurofarmakologią i psychofarmakologią. Psychodeliki są jednym z głównych, choć nie jedynym, obszarem jego badań. Badając podstawy i sposób leczenia zaburzeń psychicznych prof. Pilc, niejednokrotnie podkreśla znaczenie kolejnego, zaraz po najczęściej wspominanej serotoninie, a często pomijanego neuroprzekaźnika, istotnego dla zachodzenia zmian transformatywnych i występowania neuroplastyczności po psychodelikach. Mowa o kwasie L-glutaminowym czyli glutaminianie, który jednocześnie jako aminokwas uczestniczy w tworzeniu białek ale również pełni funkcję neuroprzekaźnika. Profesor w rozmowie z Maciejem Lorencem, mówił: “Na moich wykładach dla studentów zacząłem wspominać o psychodelikach już kilkanaście lat temu, gdy natrafiłem na informacje o szeregu korzystnych i niezwykle ciekawych efektów wywoływanych przez te środki. Szczególnie duże wrażenie zrobiły na mnie artykuły szwajcarskiego naukowca Franza Vollenweidera, który szczegółowo opisał mechanizm ich działania i zwrócił uwagę, że oddziałują nie tylko na serotoninę, ale również na glutaminian, którym zajmuję się w swojej pracy od 25 lat. Neurony glutaminianowe stanowią mniej więcej 60 proc. naszego mózgu i są jego głównym budulcem. Na receptory dla glutaminianu niezwykle wpływa zresztą substancja dysocjacyjna o psychodelicznych właściwościach, a mianowicie ketamina (…).”
Opublikowane w 2020 roku w Neuroimage badanie, mówi także o “tworze mózgowym”, który może mieć wielkie znaczenie w procesie wspomnianego rozpuszczania się ego. Jego nazwa to Claustrum, od łacińskiego słowa oznaczającego „ukryty lub zamknięty”. Claustrum to niezwykle cienka warstwa neuronów znajdująca się głęboko w korze mózgowej, która mimo to łączy się z pozostałymi obszarami mózgu. Funkcjonowanie Claustrum w dużym stopniu łączone jest z receptorami serotoninowymi 5-HT2A i zapewnianiem bodźców glutaminergicznych, prawdopodobnie wszystkim obszarom kory mózgowej. Wiele jej funkcji pozostaje jednak „ukrytych”, a badacze spekulują na temat potencjalnych korzyści terapeutycznych, wynikających ze stymulacji tej osobliwej warstwy neuronalnej. Na przykład Francis Crick, znany z odkrycia DNA, uważał, że claustrum jest siedzibą świadomości i poczucia siebie. Można by rzec – ośrodkiem ego. Wiadomo, że region ten zawiera dużą liczbę receptorów, na które działają leki psychodeliczne, takie jak LSD lub psylocybina. Aby zobaczyć zmiany zachodzące w ośrodkowym układzie nerwowym pod wpływem psychodelików, badacze z Johns Hopkins Medicine porównali skany mózgów osób będących po zażyciu psylocybiny, ze skanami uzyskanymi po przyjęciu placebo. Obrazy czynnościowego MRI wykazały zmniejszenie aktywności claustrum po zażyciu psylocybiny. Naukowcy twierdzą, że stan ten związany jest z odczuwaniem “poczucia bycia połączonym ze wszystkim”, czy “obniżonego poczucia siebie lub ego”.
Pierwsze badania, psychodeliki.
Bezpośrednia styczność ze śmiercią, czy procesem odchodzenia bliskiej nam osoby, jest momentem, który potrafi uświadomić kruchość naszego ziemskiego doświadczenia i doprowadzić do reewaluacji przekonań i celów. To niezwykle silne zetknięcie z rzeczywistością, pokazujące w rozbrajający sposób, czym jesteśmy, co nas tworzy, ujawniające nieuchwytność biegnącego czasu i delikatność ciała.
Sesja psychodeliczna, jako jedna z niewielu sytuacji, ma potencjał równie szczerze “ujawniający” poszerzony obraz naszego życia. Wielokrotnie zawiera w sobie elementy transformatywne, które po integracji w odpowiednich warunkach, czyli po pracy z potencjałem tego doświadczenia – pozwalają dostrzec na nowo piękno i ulotność “bycia”, tak po prostu.
Porównanie tych dwóch unikalnych sytuacji – jednej, nieuchronnej i drugiej, raczej w 100% wolontaryjnej, to możliwe narzędzie do głębokiej introspekcji. Jeśli istnieje sposób, który mógłby pomóc pacjentom w konfrontacji z lękiem, depresją oraz innymi stanami psychicznymi, które często towarzyszą zaawansowanym chorobom i zbliżającej się śmierci, dlaczego nie spróbować?
Badania nad użyciem psychodelików w medycynie paliatywnej i opiece końca życia są wciąż na bardzo wczesnym stadium. Dużo częściej opisuje się przypadki osób ciężko chorych, dotkniętych cierpieniem psychicznym. Pacjenci z ciężkimi diagnozami, którzy brali udział w testowych sesjach z psychodelikami, często opisują terapię psylocybiną jako “poczucie znalezienia rozwiązania, zrozumienia i akceptacji”. Badanie Malone i współpracowników z 2018 roku, dotyczące pacjentów z rozpoznanym nowotworem, pokazało, że terapia psylocybiną ma potencjał zmiany nastawienie do choroby w codziennym funkcjonowaniu pacjenta. Wiemy, że w przypadku diagnozy nowotworu to nastawienie i myśli stanowią krok milowy w kierunku zdrowienia. W badaniu udowodniono, że osobisty “charakter” doświadczeń z psylocybiną niejako przerzucił ich uwagę z przerażającej diagnozy – na miłość, akceptację… a także pozwolił częściej przywoływać wspomnienia pokonanych już wyzwań.
W innym badaniu, Ross i współpracownicy (2016) zaobserwowali, że nawet umiarkowane dawki psylocybiny, stosowane razem z psychoterapią i wsparciem osób bliskich, przyniosły znaczącą zmianę w zakresie redukcji lęku, depresji i poprawy ogólnej jakości życia u pacjentów paliatywnych. Utrzymywała się ona powyżej sześciu miesięcy, a u 60-80% pacjentów wykazano klinicznie znaczącą redukcję depresji lub lęku. Badanie było niejako powtórzeniem wyniku otrzymanego Griffithsa z 2006 roku (wspomnianego na początku). Dodatkowo, autorzy tego badania podkreślali ogólną wagę interwencji psycho-spirytualnych w opiece nad pacjentami pod koniec ich życia. Wsparcie duchowe, w które doświadczenie psychodeliczne jak najbardziej się wpisuje, mogłoby wtedy przestać być kojarzone z jedną doktryną religijną, co jest szczególnie ważne dla pacjentów niewierzących, bądź nie mających dostępu do swojej grupy wyznaniowej w momencie końca życia.
Jednym z najważniejszych badań w temacie medycyny paliatywnej i psychodelików jest badanie Rosenbauma i wsp. z 2019 pod nazwą Psychodeliki w leczeniu cierpienia psychicznego i egzystencjalnego w opiece paliatywnej i onkologicznej. Autorzy podkreślają, że doświadczenie takie jak terapia psychodeliczna doskonale wpisuje się w kategorię doznań mistycznych. Doświadczenia określane jako mistyczne, charakteryzują się poczuciem jedności, jakością noetyczną (to znaczy poczuciem spotkania z „rzeczywistością ostateczną”), świętością, głęboko odczuwanym pozytywnym nastrojem, transcendencją przestrzeni i czasu oraz niemożnością wyrażenia słowami (tj. poczucie, że doświadczenia nie można odpowiednio opisać słowami). Analizy jakościowe dokonane w New York University ujawniły kilka kluczowych tematów zidentyfikowanych przez uczestników, które pojawiły się podczas sesji i które stanowiły przełomowy moment w psychicznej zmianie myślenia o uzdrawianiu. Tymi tematami, które w wywiadach pojawiały się z niezwykłą powtarzalnością, były: pojednanie ze śmiercią, spojrzenie inaczej, czule, na miejsce występowania zmiany nowotworowej oraz temat samego emocjonalnego oddzielenia się od raka. Po zakończeniu badania, uczestnicy zgłaszali, że terapia psylocybiną pomogła im ponownie połączyć się z życiem, odzyskać obecność i zwiększyć ich pewność siebie, nawet w obliczu nawrotu choroby nowotworowej.
Caroline, czyli lekcja o obecności i współczuciu.
Caroline Zaza, wolontariuszka La Maison de Tara – domu opieki założonym w 2007 przez Anne-Marie Struijk-Mottu, zapewniającym opiekę paliatywną i końca życia, w szwajcarskiej Genewie.
V: Witaj Caroline. Czy mogłabyś powiedzieć mi kilka słów o instytucji, w której pracujesz?
C: To la Maison de Tara – dom Tary. To dom założony z myślą o osobach starszych i z ciężkimi diagnozami. Mieszkają tam pacjenci, którzy nie są podłączeni do aparatury, raczej nie walczymy tu o wyjście z choroby. Skupiamy się na uśmierzaniu ich bólu, wsparciu psychicznym, pomocy w codziennych czynnościach.
V: Jakie są główne zadania, którymi zajmujesz się podczas pracy w tym ośrodku?
C: Nasz dzień dzielimy na 3 sesje – poranną, popołudniową i wieczorną. Dzień zaczyna się o 7, a kończy o 22. Sesje obejmują opiekę dostosowaną do pory dnia. Robimy wszystko, czego w danej chwili potrzebują rezydenci. Rano budzimy ich, podajemy leki, sprzątamy. Wieczorem – czytamy książki, pomagamy przy kąpieli. W czasie wizyt rodzinnych przygotowujemy obydwie strony do widzenia, aby wizyta przebiegała jak najlepiej. Jedni chcą oglądać telewizję, inni mogą i chcą chodzić, więc towarzyszymy im w przechadzkach. Staramy się być zawsze dla nich. Zdarza się, że jako wolontariusze, pomagamy pielęgniarkom przychodzącym do ośrodka z zewnątrz, na przykład, aby podać komuś morfinę. Z dodatkowych rzeczy, zauważyłam, że pacjenci bardzo doceniają masaże – lubią ciepły dotyk, niekiedy przytulenie. Jeśli dany wolontariusz to akceptuje, czasami nasza opieka wygląda właśnie tak. Niektórzy potrzebują porozmawiać, chętnie opowiadają nam różne historie. Staramy się także spełniać ostatnie życzenia, jak na przykład, towarzyszyć im, gdy pragną zobaczyć rzekę, czy prawdopodobnie ostatni raz w życiu pójść na łąkę.
V: Domyślam się, pomimo niezwykłej szlachetności, to także wymagający typ pracy wolontaryjnej – powiedz, jakie są Twoim zdaniem największe wyzwania związane z opieką nad osobami z diagnozą terminalną?
C: Wydaje mi się, że fakt bycia dla kogoś w pełni, bez nadmiernego narzucania swojej wizji, problemów jest najtrudniejszą rzeczą do nauczenia. Chcemy, aby pacjenci mieli poczucie, że to oni są w centrum uwagi i ich potrzeby są najważniejsze. Oczywiście, musimy się też nauczyć stawiania granic. Wyrozumiałość i aktywne słuchanie potrzeb drugiego człowieka to niezwykłe wyzwanie i nieustannie trwająca lekcja w tej pracy.
V: Czy słyszałaś, bądź zauważyłaś jakieś tendencje, innowacje i zmiany w opiece paliatywnej, które dokonały się na przestrzeni ostatnich lat?
C: Słyszałam o metodzie wykorzystywania hipnozy, do analizowania wiadomości, które przekazują nam pacjenci z diagnozą terminalną. Niektórzy z nich mówią bardzo, wydawałoby się, ”nieskładne” i “nielogiczne” rzeczy tuż przed śmiercią. Często pojawiają się słowa o rodzinie, domu, matce. Sam proces takiego “majaczenia” jest najprawdopodobniej związany między innymi z wydzielaniem się w tym momencie dimetylotryptaminy, substancji naturalnie występującej w naszym ciele, wywołującej efekt psychoaktywny. Hipnoza pozwala dotrzeć do nieco innych pokładów świadomości i skomunikować się z taką osobą w sposób bardziej zrozumiały. Niekiedy przekaz staje się prostszy i stanowi wartościową informację także dla rodziny pacjenta. Nie sama komunikacja jest jednak najważniejsza – hipnoza pomaga w uśmierzaniu bólu, pracy spirytualnej, pogodzeniu się z końcem życia. To niezwykle ciekawe, wciąż badane podejście. (patrz: Brugnoli, 2016. Annals of Palliative Medicine). Oprócz tego, słyszałam o badaniach nad DMT, które pozwoliłyby ludziom zdrowym/bez diagnozy terminalnej lepiej rozumieć i oswajać się z koncepcją śmierci. Oczywiście w znaczeniu doświadczania transformatywnych przeżyć, które mogłyby pomóc w pogodzeniu się ze śmiercią bliskiego lub pełniejszego doświadczania życia. Swoistego “carpe diem”. To podejście, które jest jak krok dalej w stronę edukacji społecznej.
V: Jak to się stało, że zainteresowałaś się tematem psychodelików? Kiedy pojawiły się po raz pierwszy? Poznałyśmy się na konferencji ALPS w Genewie, powiedziałaś mi wtedy, że wciąż eksplorujesz ten temat. Jak to się wszystko zaczęło?
C: Wydaje mi się, że dzięki mojemu ówczesnemu partnerowi. Na początku bardzo się bałam, stosowałam mikrodawkowanie. Z czasem zaczęłam czytać coraz więcej badań na temat terapii psychodelicznej. Zaczęły się one także coraz częściej i coraz bardziej otwarcie, pojawiać podczas fakultetów na moich studiach psychologicznych. Widziałam rosnące zainteresowanie tymi substancjami i coraz bardziej rzetelną dyskusję na ich temat. W pewnym sensie przestały być medycyną alternatywną, a stały pełnoprawną wiedzą naukową. Ucieszyło mnie to, ponieważ w tym czasie zauważyłam wiele benefitów wynikających z ich stosowania – na samej sobie.
V: Czy osoby z domu opieki, w którym pracujesz, także interesują się wykorzystaniem psychodelików w zmniejszaniu cierpienia psychicznego u pacjentów terminalnych?
C: Jest duże zainteresowanie wśród wolontariuszy. Niektórzy stosują psychodeliki w nieoficjalny sposób. Raczej nikt nie mówi o tym otwarcie. Także dyrektor naszego ośrodka (przyp. red. Anne-Marie Struijk-Mottu) jest bardzo zainteresowana tematem psychodelików. Oczywiście z prawnego punktu widzenia, nie możemy ich jeszcze stosować. Jednak Anne-Marie, jako buddystka i niezwykle otwarty umysł, zauważa zmiany i tendencje w praktyce opieki paliatywnej. W ciągu ostatnich 10 lat zauważyła nieco przerażający zwrot w kierunku ponownego użycia morfiny wśród pacjentów – nawet w momencie kiedy pojawiają się alternatywne, równie skuteczne i dużo mniej szkodliwe metody… To daje do myślenia.
V: Jako, że Twoja instytucja znajduje się w Szwajcarii, czy wiesz, aby na terenie Szwajcarii odbywały się jakieś badania lub programy pilotażowe dotyczące wykorzystania psychodelików w tym kontekście?
C: Słyszałam tylko o badaniu z DMT, dla młodych osób. Użycie tej substancji miałoby być pomocne w pogodzeniu się z procesem pożegnania osoby zmarłej, swoistego poznania tego stanu i zaakceptowania nieuchronności śmierci.
V: Jakie widzisz przeszkody w integracji psychodelików, takich jak psylocybina, u pacjentów w zaawansowanym wieku?
C: Pierwszą przeszkodą, jaka przychodzi mi na myśl, może być właściwy dobór dawki. Niekiedy może być ciężko dopasować ją w kontekście wieku i biorąc pod uwagę przyjmowane leki. Czasami właśnie leki mogą stanowić przeciwwskazanie do zażycia substancji psychoaktywnej, a przecież nie chcemy zrobić nikomu krzywdy, czy pogorszyć jego stanu. Jednak jeśli chodzi o przeszkody w samej integracji, myślę, że wciąż duży problem stanowi reputacja tych substancji. Często możemy spotkać się z oporem, żartami, krytyką ze strony rodziny, co uniemożliwia właściwe zintegrowanie substancji. Wydaje mi się, że takie interwencje potrzebują dużej dozy prywatności. Rodzina z kolei często czuje się odpowiedzialna, a czasem nawet musi podejmować decyzje za chorego. To może utrudniać pracę terapeucie. Właśnie – brak decyzyjności to kolejny temat, który może budzić kontrowersje… Inna przeszkoda to demencja. U pacjentów, którzy mają już zaawansowane problemy z pamięcią, integracja może okazać się zupełnie niepraktyczna, ponieważ po prostu nie będą pamiętać, co wydarzyło się podczas sesji z substancją. Niektóre elementy mogą im po prostu zniknąć, przez co nie będą mogli przemyśleć znaczenia, metafor, wiadomości płynących z tego doświadczenia.
V: A u osób ciężko chorych z diagnozą terminalną?
C: Przeszkodą może być ustalenie intencji w tym wypadku. Przecież nie zakończymy terapii z wielkimi planami na przyszłość. Musimy się liczyć z faktem, że nasz kuracjusz odejdzie dość szybko. Czasami może nie być czasu na przeprowadzenie integracji terapeutycznej z “pełnego zdarzenia”.
V: Wracając nieco do Ciebie i Twojej obecnej pracy. Jaka była najważniejsza rzecz, której nauczyłaś się podczas wolontariatu w tym miejscu?
C: Nauczyłam się mówić bardziej otwarcie o naszej śmiertelności i o cierpieniu. Przyszło to do mnie jako rodzaj spokoju, akceptacji, że to proces, który dotyka nas wszystkich każdego dnia. Wydaje mi się, że jest to lekcja, której potrzebujemy w szerszym kontekście życia. Dzięki pracy w ośrodku zauważyłam jak bardzo ludzie próbują za wszelką cenę unikać tematu śmierci. Zdarza się, że nasi rezydenci są pogodzeni z tym, że odchodzą, jednak po odwiedzinach rodziny, kompletnie zmienia się ich perspektywa . Mówi to o tym, jak bardzo to my nie jesteśmy gotowi zaakceptować tego procesu, jeśli mamy przed sobą wizję jeszcze całkiem długiego życia.
V: Czy wyobrażasz sobie, jakie wyzwania etyczne pojawiałyby się w kontekście stosowania psychodelików w opiece paliatywnej?
C: Myślę, że przede wszystkim dylemat pojawia się w momencie poinformowania tych osób o przebiegu leczenia. Pacjenci paliatywni nie zawsze są w pełni świadomi decyzji, które podejmują. Myślę, że to największe wyzwanie – że istnieje szansa, że podawalibyśmy substancje, które działają bardzo silnie, komuś kto np. mógł zapomnieć o wszelkich “zasadach awaryjnych”, które tworzy się, gdy coś złego dzieje się podczas doświadczenia z psychodelikami. Oczywiście ten dylemat to podejście do tematu z punktu widzenia prawnego, najbardziej o świadomości podejmowania decyzji. Osoby pracujące terapeutycznie, czy używające tych substancji w prywatnym otoczeniu, są przekonane, że to substancje, które są dość organiczne – czyli dopasowują się do indywidualnych potrzeb ciała, tak, żeby nie zrobić nam krzywdy. Jednak musimy brać pod uwagę etykę i bezpieczeństwo, absolutnie a priori, przed każdym działaniem.
V: Mówiąc o etyce naszych działań jako opiekunowie, czy terapeuci – jakie są najważniejsze umiejętności i cechy, których poszukuje się u osób zajmujących się opieką paliatywną?
C: Powinny być to osoby, które są skłonne pracować nad swoim stanem psychicznym, spokojne, stabilne emocjonalne – wszystko po to, aby były zdolne zostawić swoje problemy poza domem opieki. Wiadomo, że wszyscy je mamy, nie da się uniknąć pewnych sytuacji, czy trudnych emocji. Ważne, żeby jednak starać się nie przenosić tego na rezydentów. Ich serce powinno być gotowe otworzyć się na cokolwiek, co przyjdzie. Myślę, że te osoby powinny być szczególnie delikatne i priorytetyzować szacunek wobec czyjegoś doświadczenia i decyzji. Myślę, że to jak w praktyce miłującego współczucia – dostrzeganie indywidualnego cierpienia w szerszym kontekście cierpienia, którego doświadcza każdy z nas, każdego dnia. Najpiękniejsze jest jednak to, że czasami najważniejszą, najbardziej wartościową rzeczą jaką możemy dać naszym pacjentom jest obecność. Fakt, że jesteś obok. To, że decydujesz się być w pełni dla kogoś. Uważna obecność uczy nas wiele o prostocie ludzkich potrzeb i najważniejszej powinności – uwagi i szacunku.
V: Czy myślisz, że istnieją cechy wspólne z osobami zajmującymi się integracją psychodeliczną?
C: Zdecydowanie tak. W obydwu przypadkach widzimy potrzebę “nienarzucania” naszych wizji, perspektywy, nie ingerowania w czyjeś doświadczenie… To bardzo trafne porównanie.
V: Czy legalne psychodeliki mogłyby pomóc w Twojej pracy, czy może lepiej, aby ich stosowanie było zależne od pacjenta i jego rodziny i odbywało się poza instytucją?
C: Myślę, że personel medyczny odpowiedziałby na to pytanie najlepiej. Dla mnie to wszystko jest jak cykl róży, zarówno życie, jak i w innej skali, właśnie doświadczenie psychodeliczne. Psychodeliki pokazują naturalny cykl. To, że przechodzimy przez przemiany, że doświadczamy różnych stanów, jest jak rozkwitanie, zmienianie się. Zdecydowanie tego typu doświadczenie powinno odbywać się w innych warunkach niż w szpitalu, na niegościnnej sali. Powinno zawierać w sobie elementy bycia na łonie natury. Z tego tylko powodu podoba mi się ten rodzaj ich niedostępności. Z drugiej jednak strony, oczywiście dostępność medyczna byłaby najlepszym rozwiązaniem, bo wtedy unikamy wszelkich patologii wynikających z niewłaściwego używania. Uważam, że zamiast lekarza, pacjentów powinien wspierać terapeuta, ktoś komu ufają. Za legalizacją przemawia także właściwe sprawdzanie pacjentów – medical check, czy kwalifikują się do terapii tą metodą. Oprócz bezpieczeństwa dla zdrowia, dałoby to także rodzaj spokoju pacjentom, którzy wiedzieliby, że to odpowiednia dla nich metoda leczenia.
Griffiths, R. R., Richards, W. A., McCann, U., & Jesse, R. (2006). Psilocybin can occasion mystical-type experiences having substantial and sustained personal meaning and spiritual significance. Psychopharmacology, 187(3), 268-283. https://doi.org/10.1007/s00213-006-0457-5
Barrett, F. S., Krimmel, S. R., Griffiths, R., Seminowicz, D. A., & Mathur, B. N. (2020). Psilocybin acutely alters the functional connectivity of the claustrum with brain networks that support perception, memory, and attention. NeuroImage, 218, 116980. https://doi.org/10.1016/j.neuroimage.2020.116980
https://www.medme.pl/artykuly/uklad-limbiczny-funkcje-i-budowa-jak-reguluje-emocje,97913.html
Howard Bloom Global Brain: The Evolution of Mass Mind from the Big Bang to the 21st Century, 2001
Malone TC, Mennenga SE, Guss J, Podrebarac SK, Owens LT, Bossis AP, Belser AB, Agin-Liebes G, Bogenschutz MP, Ross S. Individual Experiences in Four Cancer Patients Following Psilocybin-Assisted Psychotherapy. Front Pharmacol. 2018 Apr 3;9:256. doi: 10.3389/fphar.2018.00256. PMID: 29666578; PMCID: PMC5891594.
Rosenbaum D, Boyle AB, Rosenblum AM, Ziai S, Chasen MR, Med MP. Psychedelics for psychological and existential distress in palliative and cancer care. Curr Oncol. 2019 Aug;26(4):225-226. doi: 10.3747/co.26.5009. Epub 2019 Aug 1. PMID: 31548800; PMCID: PMC6726261.
Ross S, Agrawal M, Griffiths RR, Grob C, Berger A, Henningfield JE. Psychedelic-assisted psychotherapy to treat psychiatric and existential distress in life-threatening medical illnesses and palliative care. Neuropharmacology. 2022 Sep 15;216:109174. doi: 10.1016/j.neuropharm.2022.109174. Epub 2022 Jun 27. PMID: 35772523.