POWRÓT BOHATERA, czyli INTEGRACJA PSYCHODELICZNA cz. 2
POWRÓT BOHATERA, czyli INTEGRACJA PSYCHODELICZNA cz. 2
Pamiętaj, że substancje psychodeliczne są w Polsce zakazane prawnie i mogą być niebezpieczne dla Twojego zdrowia. Nie zachęcamy do nielegalnego stosowania substancji psychodelicznych. Skupiamy się na edukowaniu, pomocy, redukcji szkód.
INTEGRACJA: PRZED, W TRAKCIE I PO
To, co zwraca uwagę w próbach definicyjnych zawartych w pierwszej części artykułu, to powtarzające się określanie integracji psychodelicznej mianem procesu. Oznacza to, że nie dzieje się ona w jednym momencie, ale zachodzi w czasie – a w związku z tym, prawdopodobnie można wyróżnić w jej trakcie jakieś etapy.
I rzeczywiście tak jest. W jednej z przytoczonych definicji pojawia się wzmianka o tym, że integracja psychodeliczna rozpoczyna się nawet jeszcze przed przyjęciem psychodelika (albo przed wejściem w stan poszerzonej świadomości inną drogą). Wśród praktyków integracji psychodelicznej faktycznie mówi się o tym, że lwią częścią udanej integracji jest przygotowanie do doświadczenia. Dlatego, że właśnie od zadbania o słynne w psychodelicznym świecie „3xS” (set, setting & substance) w dużej mierze zależy jego przebieg, a przebieg doświadczenia z kolei warunkuje wyzwania integracji.
Wedle niektórych podejść integrować doświadczenie stanu poszerzonej świadomości można też jeszcze w jego trakcie. Słyszałam o dowodach anegdotycznych świadczących o tym, że np. niektóre osoby praktykujące na co dzień uważność (mindfulness) mają większą łatwość w tym, by podczas doświadczenia psychodelicznego być w nim zanurzone i je przeżywać, a jednocześnie przetwarzać je z pozycji obserwatora (co już wydaje się częścią procesu integracyjnego). Są również prace naukowe, w których można znaleźć wskazówki co do tego, że takie zjawisko jest możliwe [7][8]. Z kolei tradycje szamańskie często zawierają pewne wytyczne co do tego, jak zachowywać się podczas ceremonii z enteogenami (mogą one dotyczyć chociażby przyjmowania określonej postawy ciała), co ma na celu wpływ na ostateczne efekty doświadczenia. Ma to sens także z perspektywy naukowej, biorąc pod uwagę udowodnioną w badaniach niezwykle wzmocnioną neuroplastyczność jaka ma miejsce w stanach poszerzonej świadomości – to, czego w ich trakcie doświadczamy, z dużą łatwością przeciera nowe ścieżki (połączenia neuronalne) w naszym mózgu [9]. Wobec tego, naszym zachowaniem podczas doświadczenia prawdopodobnie możemy przynajmniej w jakiejś mierze wpływać na to, jakie nowe drogi w naszym umyśle zostaną wytyczone. Później pozostaje jeszcze kwestia dalszych praktyk i wypracowywania nowych nawyków – tak aby te świeżo powstałe dróżki zostały rozjeżdżone w wyraźne i szerokie autostrady.
I tutaj przechodzimy do ostatniego etapu integracji psychodelicznej, czyli tego wszystkiego, co możemy robić po doświadczeniu stanu poszerzonej świadomości. W pierwszym rzędzie i na najbardziej podstawowym poziomie będzie to danie sobie czasu i przestrzeni na to, by proces integracji mógł zachodzić. Co przez to rozumiem? Pod hasłem czasu kryje się pozostawienie pewnego bufora czasowego pomiędzy podrożą psychodeliczną a powrotem do codziennego funkcjonowania – które nierzadko oznacza wir obowiązków i potencjalnie stresujące sytuacje. Jeżeli przed chwilą przeżyliśmy coś absolutnie niezwykłego, co wiele osób określa wręcz jako jedno z najważniejszych doświadczeń w życiu (na równi z narodzinami dziecka, ślubem, śmiercią bliskich czy jakąś niesamowicie znaczącą podróżą po świecie), co prawdopodobnie poruszyło całym naszym wewnętrznym systemem, byłoby to po prostu rozsądne, uznać swoją wrażliwość w najbliższym okresie i zostawić sobie trochę czasu, żeby łagodnie na nowo zaaklimatyzować się w codziennej rzeczywistości. A jeżeli rzeczy mają się w nas dobrze na nowo poukładać, nie warto siebie popędzać. Dlatego chociażby zaplanowanie sobie kilku dni (a minimum przynajmniej jednego!) urlopu po psychodelicznym tripie jest taką integracyjną podstawą. Jeżeli delikatność wobec siebie samego nie będzie dla kogoś wystarczającym argumentem, po pierwsze, warto się nad tym zastanowić 🙂 – a po drugie, pomyśleć też o wspomnianej wcześniej neuroplastyczności, czyli zdolności uczenia się. Pozostaje ona pobudzona jeszcze przez jakiś czas po powrocie ze stanu poszerzonej świadomości – czyli to, czego w tym okresie doświadczamy, łatwiej się w nas utrwala. Zdecydowanie lepiej skorzystać z tego zjawiska dla utrwalenia przeżyć pozytywnych niż negatywnych.
Z tym wiąże się również danie przestrzeni sobie i swoim emocjom. Przez jakiś czas po doświadczeniu psychodelicznym możemy bowiem czuć się rozbici, bardzo otwarci, pobudzeni i wrażliwi emocjonalnie, niekoniecznie stabilni i produktywni. Różne uczucia mogą się pojawiać. To jest normalne. I jeżeli chcemy, żeby coś wartościowego dla nas z tego wyniknęło, warto byśmy mieli sami dla siebie wyrozumiałość – ale też abyśmy zadbali o rozumiejące, bezpieczne, otulające otoczenie dla siebie. Oznacza to unikanie środowisk najeżonych triggerującymi nas bodźcami – przynajmniej przez jakiś czas po doświadczeniu psychodelicznym. Z tego powodu – oczywiście w zależności od tego, jakie kto ma te relacje w swoim życiu – ale często jednak nie jest dobrym pomysłem wizyta na niedzielnym obiadku w domu rodzinnym na drugi dzień po sobotnim tripie 😉
INTEGRACJA: KRYZYSOWA i „LUKSUSOWA”,
a także: SAMOISTNA, SAMODZIELNA, SPECJALISTYCZNA (4 POZIOMY INTEGRACJI)
SAMOISTNIE
W wielu przypadkach wymienione wyżej czas i przestrzeń mogą być wystarczającymi warunkami dla tego, by proces integracji psychodelicznej mógł zajść bez przeszkód – zwłaszcza, jeżeli doświadczenie stanu poszerzonej świadomości było dla nas doznaniem ogólnie pozytywnym. Generalnie bowiem integracja doświadczeń jest procesem, który do pewnego stopnia zachodzi w nas samoistnie (tak jak integrują się w nas i z nami wszystkie nasze życiowe doświadczenia, nie tylko psychodeliczne; ale im bardziej są one intensywne i niezwykłe, tym większym wyzwaniem jest ich integracja). Jednak można podejmować pewne działania, które będą ten proces integracji wspierać albo mu przeszkadzać. A niezintegrowane lub niedointegrowane doświadczenia mogą nic nie wnosić do naszego życia albo wręcz będą nam w nim ciążyć (zwłaszcza te trudne) – wtedy może powstać potrzeba integracji kryzysowej. Jednak nawet z pozytywnych doświadczeń można wyciągnąć znacznie więcej, jeżeli zaangażujemy się w integrację naszych przeżyć nieco bardziej niż tylko poprzez danie sobie spokoju przez jakiś czas po tripie (wtedy możemy mówić o korzystaniu z integracji tzw. „luksusowej”).
SAMODZIELNIE
Myśląc więc o tym, co możemy zrobić dla wsparcia procesu integracji naszych doświadczeń, możemy oglądać swoje potrzeby i możliwości w tym zakresie w różnych obszarach: np. fizycznym (cielesnym), emocjonalnym, poznawczym, behawioralnym, społecznym i duchowym [10]. Podział ten jest oczywiście trochę sztucznie dzielącą i nieco upraszczającą kategoryzacją (jak każda) – ale może być też źródłem podpowiedzi odnośnie konkretnych działań, które można na rzecz siebie i swojego procesu integracji podejmować. Omówienie szczegółowo ich wszystkich wykraczałoby poza ramy tego artykułu, ale postaram się chociaż zarysować pewne kierunki – może staną się one dla kogoś inspiracją.
Jeżeli chodzi o wymiar fizyczny, to tutaj zawiera się uważność na potrzeby ciała w okresie po doświadczeniu poszerzonej świadomości – i podążanie za nimi. Warto pozwolić sobie na zgłaszaną przez organizm ilość wypoczynku i snu czy takie jedzenie, na jakie mamy ochotę (czasem mogą to być lekkie i bardzo zdrowe potrawy, ale czasem potrzeba uziemienia może nas przyciągać do bardzo „konkretnych” dań – dobrze ufać swojej intuicji w tej kwestii). Zwykle pozytywnie działa kontakt z naturą, chociaż jeżeli ktoś akurat będzie czuł, że potrzebuje zaszyć się w bezpiecznym domu w kokonie z kołdry – to najważniejsze będzie pozostanie w zgodzie ze sobą. Zdecydowanie warto powstrzymać się od wszelkich używek w dniach następujących po psychodelicznej podróży, żeby nie zaburzać układania się przeżytego doświadczenia (i nie podrywać lądującej „maszyny” z powrotem do lotu, bo może to wywołać zaskakujące turbulencje). Poleca się natomiast wszelkie praktyki sprzyjające rozluźnienieniu, np. może to być medytacja. Dobrze jest też wiedzieć, że objawem integracji na poziomie cielesnym mogą być różne symptomy z ciała, np. osłabienie, objawy skórne czy z układu pokarmowego. Jeżeli problem się przedłuża, warto oczywiście zgłosić się do lekarza – jednak w pierwszych dniach można spokojnie poprzyglądać się temu i po prostu poczekać aż organizm wróci do homeostazy.
Na poziomie emocjonalnym dbamy o siebie w tym zakresie. To znaczy, przede wszystkim, że mamy świadomość większej wrażliwości emocjonalnej w najbliższym czasie oraz zachowujemy otwartość na nieprzewidywalność procesu emocjonalnego. W zaopiekowywaniu się swoimi uczuciami pomocna może się okazać np. procedura RAIN (Recognize, Accept, Investigate, Nurture – Rozpoznanie, Akceptacja, Zbadanie, Zaopiekowanie), pochodząca z praktyki uważności i współczucia. Do domykania niedokończonych procesów emocjonalnych przydatna może być metoda gestaltowskiego krzesła. Warto też przyglądać się temu, co się w nas emocjonalnie pojawia, z perspektywy wertykalnej, tj. zadając sobie pytania o to, czy te uczucia są nam znane i skąd – unikając w ten sposób potencjalnie zbyt gwałtownych reakcji w interakcjach z otoczeniem, a raczej pracując nad swoim wewnętrznym procesem. W uwalnianiu emocji pomocne będą z kolei wszelkie metody swobodnej ekspresji (twórczość artystyczna, pisanie automatyczne, taniec, płacz, krzyk, uderzanie w coś miękkiego itp.) – najkorzystniej nieangażujące osób trzecich. Wreszcie, z pewnością użytecznym narzędziem jest po prostu rozmowa z kimś bliskim – przy zachowaniu przemyślanego doboru rozmówcy i odpowiedniego momentu na taką rozmowę.
Rozmowa jest zresztą narzędziem z pogranicza integracji w wymiarze emocjonalnym, społecznym i poznawczym – ponieważ w tym ostatnim angażujemy nasz umysł do poukładania tego, co przeżyliśmy, poprzez nadanie temu znaczenia i poszukiwanie w tym sensu. To się często dzieje właśnie w rozmowie, ale również świetnie się tu sprawdzają wszelkie tzw. „trip raporty” – czy to w formie spisanych pełnych reportaży z doświadczenia, czy (wobec braku czasu) chociaż wypisanych najważniejszych punktów podróży i towarzyszących im wglądów. Tego rodzaju zapiski spełniają funkcję integracyjną także po dłuższym czasie, kiedy można do nich wrócić (podczas gdy nasza pamięć ma jednak swoje ograniczenia). Dodatkowo wsparciem mogą być lektury w temacie stanów poszerzonej świadomości.
Integracja doświadczeń na poziomie behawioralnym oznacza pracę nad utrwalaniem świeżych ścieżek neuronowych, czyli budowaniem nowych nawyków i wprowadzaniem konkretnych zmian w życie. Tutaj potrzebne jest wyważenie pomiędzy możliwą po intensywnym doświadczeniu tendencją do impulsywnego wywracania życia do góry nogami a częstym zjawiskiem odsuwania realizacji swoich planów pochodzących z uzyskanych wglądów na bliżej nieokreśloną przyszłość (która przeradza się w tzw. „wieczne nigdy”). Aby tego uniknąć, można wesprzeć się np. technikami coachingowymi. Poza tym, jeżeli chodzi o wymiar behawioralny integracji psychodelicznej, warto znać uziemiający potencjał takich codziennych czynności jak chociażby praca, uprawianie sportu czy sprzątanie.
Poziom społeczny integracji doświadczeń psychodelicznych dotyczy rozpoznania, na ile nasze środowisko społeczne wspiera naszą transformację i rozwój, a na ile stawia nam na tej drodze przeszkody. O ile początkowe trudności z zaadaptowaniem się otoczenia do zmian, które w nas zachodzą pod wpływem pracy ze stanami poszerzonej świadomości są zrozumiałe, o tyle w dłuższej perspektywie wpływ niewspierającego w tej kwestii środowiska na pewno będzie utrudniał proces integracji doświadczeń. Czasem oznacza to konieczność wprowadzenia jakichś modyfikacji w naszym życiu społecznym (co często zresztą dzieje się także pod wpływem klasycznej psychoterapii, tylko zwykle mniej dynamicznie).
Wreszcie, dla całkiem sporej części psychonautów ich doświadczenia w poszerzonych stanach świadomości mają wymiar duchowy. Jeżeli tak jest, w ramach integracji psychodelicznej warto zadbać o duchowe ucelebrowanie swoich przeżyć. Może to oznaczać np. przeprowadzenie jakiegoś osobistego rytuału (np. inicjującego, pożegnalnego, wdzięczności, przebaczenia itp.). Chodzi tutaj o jakąś formę działania symbolicznego – wachlarz konkretnych sposobów realizacji go jest właściwie nieograniczony, tak jak ludzka wyobraźnia.
Warto również wiedzieć, że niekiedy uzasadnione jest ponowne przejście doświadczenia psychodelicznego w celu zintegrowania poprzedniego (w tej funkcji szczególnie sprawdza się udział w oddychaniu holotropowym). Jednak takie rozwiązanie zawsze warto omówić najpierw ze specjalistą, ponieważ nieuzasadnione seryjne wchodzenie z jednego doświadczenia w drugie z dużym prawdopodobieństwem może wywołać efekt odwrotny od pożądanego, jeżeli chodzi o integrację psychodeliczną.
ZE SPECJALISTĄ
„W powrocie z wyprawy do sfery zjawisk nadprzyrodzonych bohaterowi może być potrzebna pomoc z zewnątrz. To znaczy może być tak, że musi tam wkroczyć jego świat i zabrać go, niełatwo jest bowiem porzucić rozkosz głębi otchłani dla rozbijającego jaźń świata jawy. <Któż, porzuciwszy świat — czytamy — pragnąłby znowu doń powrócić? Każdy pragnąłby być tylko tam.> A jednak, dopóki człowiek żyje, świat go wzywa.”
Joseph Campbell, Bohater o tysiącu twarzy, s. 156 [1]
Nawet kolejny cytat z „Bohatera o tysiącu twarzy” Campbella podpowiada nam, że prócz polegania na samoistnej naturze integracji psychodelicznej oraz opisanych wyżej wspierających zabiegach możliwych do podejmowania samodzielnie (lub ewentualnie z pomocą bliskich) – czasem w celu odpowiedniego wsparcia tego procesu możemy potrzebować pomocy z zewnątrz, tj. właśnie od specjalisty. Pytanie tylko – co to właściwie oznacza? Kim jest specjalista z dziedziny integracji psychodelicznej? Prawdopodobnie w pierwszej kolejności do głowy przychodzą takie obszary, jak psychologia, psychoterapia, a może psychiatria? Czy zatem osoba wspierająca profesjonalnie w integracji psychodelicznej musi przedstawicielem któregoś z tych zawodów? Z drugiej strony, czy każdy przedstawiciel tych dziedzin będzie umiał pomóc w kwestiach związanych ze stanami poszerzonej świadomości? I w ogóle, czy powinien on mieć własne takie doświadczenia?
Odpowiedzi na to pytanie nie są jednoznaczne ani proste. Dziedzina integracji psychodelicznej jest bardzo młoda, w Polsce nie figuruje w żadnych oficjalnych rejestrach, kształcenie w niej dopiero raczkuje, a dodatkowo ociera się ona o obszary wyjęte spod prawa – dlatego stosunkowo niewielu jest jeszcze jej praktyków (choć na szczęście tendencja jest w tej kwestii wzrostowa). Bardziej szczegółowo ten temat omawia Tomek Kwieciński w swoim ebooku „Wstęp do terapii psychodelicznej” – zainteresowanym polecam do lektury rozdział pt. „Czy terapeuta psychodeliczny musi mieć doświadczenie psychodeliczne?” [11]. W każdym razie, z wyżej wymienionych powodów nie ma żadnych wytycznych, które określałyby, czy specjalista w dziedzinie integracji psychodelicznej musi mieć wykształcenie psychologiczne, psychoterapeutyczne czy psychiatryczne. I pewnie nie zawsze musi je mieć, aby dobrze wspierać innych w procesie integracji psychodelicznej. Zwłaszcza, że do wspierania tego procesu przydatne są narzędzia pochodzące z bardzo różnych obszarów. Z drugiej strony, chociażby z mojej własnej praktyki zawodowej wynika, że tego rodzaju podstawy pracy pomocowej z drugim człowiekiem są niezwykle przydatne w tej dziedzinie. Również w literaturze naukowej znaleźć można definicję praktyki integracji psychodelicznej określającą ją jako „praktykę kliniczną/psychoterapeutyczną skupioną szczególnie na treści i/lub konsekwencjach doznań psychodelicznych” [3]. Jednakże, choć świadomość odnośnie psychodelików, oparta na rzetelnej wiedzy i wolna od uprzedzeń, rośnie – w społeczeństwie i wśród specjalistów zdrowia psychicznego – wciąż jednak trafiając do przypadkowego gabinetu psychoterapeutycznego czy psychiatrycznego i tam konsultując się w sprawie swoich doświadczeń psychodelicznych, narazić się można na ich trywializację lub patologizację, co w niczym nie pomaga. Z drugiej strony, czasem lepiej zaryzykować rozmowę na ten temat z empatycznym terapeutą, który nawet nie ma doświadczenia w tej konkretnie dziedzinie, niż zostać samemu ze swoim wyzwaniem dotyczącym integracji psychodelicznych przeżyć. Tak czy inaczej, na pewno warto robić research i szukać osób o adekwatnych wiedzy i doświadczeniu, ponieważ praca z kompetentnym specjalistą w tej dziedzinie potrafi naprawdę bardzo pomóc (czasem nawet uratować życie albo jego generalną jakość).
Co do tego, czy osoba praktykująca wspieranie innych w integrowaniu doświadczeń ze stanów poszerzonej świadomości powinna mieć własne takie doświadczenia (czy to indukowane substancjami, czy też za pomocą technik innych niż zażywanie substancji, np. poprzez oddychanie holotropowe), także dyskusja jest otwarta – jednak wydaje się skręcać nieco w stronę wniosku, że doświadczenie własne jest tutaj bardzo użyteczne. Taki pogląd jest bliski również autorce artykułu, ze względu na to, że tak jak zwykle wrażliwy terapeuta ma szansę wystarczająco zidentyfikować się z większością przeżyć klientów/pacjentów, nawet jeżeli sam nie doświadczył dokładnie tego samego co oni (odwołując się w sobie do różnych aspektów własnego doświadczenia życiowego), z powodu odmienności stanów psychodelicznych od jakichkolwiek codziennych doznań, w tym przypadku może być mu trudno nawet wyobrazić sobie, a już tym bardziej zrozumieć przeżycia, o jakich słyszy. W tych okolicznościach adekwatne wspieranie osób zgłaszających się po pomoc w integracji ich niezwykłych doświadczeń może stanowić duże wyzwanie.
Dyskutowana jest także kwestia stopnia dyrektywności podejmowanych działań w praktyce integracji psychodelicznej. Podejście poszczególnych specjalistów do tego tematu warunkowane jest zapewne wypracowanym już przez nich wcześniej stylem pracy pomocowej oraz prawidłami wynikającymi z nurtu terapeutycznego, z którego wyrastają – i rozciągać się może na kontinuum od silnej dyrektywności po pełne zaufanie do procesu klienta i podążanie za nim (np. w paradygmacie holotropowym). Zasadność konkretnych interwencji zależeć będzie zawsze od konkretnego przypadku, a ponadto ważniejsza niż odgórne ustalenie „co wolno, a czego nie” w integracji psychodelicznej będzie każdorazowa refleksja nad tym, czemu ma służyć takie a nie inne działanie wobec klienta. Niemniej, dość powszechnie zwraca się uwagę na to, iż w dziedzinie integracji psychodelicznej należy szczególnie ostrożnie posługiwać się dyrektywnością (a już z pewnością unikać dogmatyczności) – chociażby ze względu na zwiększoną sugestywność utrzymującą się często przez jakiś czas u osób po doświadczeniach stanów poszerzonej świadomości [3].
Na koniec, w ramach podsumowania tego podrozdziału o różnych odmianach integracji psychodelicznej, chciałabym przywołać użyteczne rozróżnienie dokonane przez Tomka Kwiecińskiego. Wyróżnia on 4 poziomy integracji psychodelicznej – amatorski (tożsamy z zastosowanym przeze mnie określeniem integracji „samodzielnej”), profesjonalny, psychoterapeutyczny oraz psychiatryczny (te 3 poziomy zawierają się w użytej przeze mnie kategorii integracji „specjalistycznej” i kolejno dotyczą one: pracy integracyjnej niebędącej psychoterapią, pracy integracyjnej połączonej z psychoterapią oraz integracji psychodelicznej wspieranej psychiatrycznie) [12].
INTEGRACJA: PO RAZ OSTATNI? (KTÓRY NIGDY NIE JEST TYM OSTATNIM)
W jednej z przytoczonych wcześniej definicji integracji psychodelicznej znalazła się wzmianka o tym, że jest to proces, który w istocie nigdy się nie kończy. Faktycznie, prawdopodobnie przetwarzamy nasze doświadczenia tak długo, jak długo istniejemy (a jak długo to trwa, tj. czy śmierć ciała biologicznego wyznacza kres naszego istnienia – jest kwestią dyskusyjną). Dlatego warto wiedzieć, że na integrację psychodeliczną raczej nigdy nie jest za późno. Jednak, jeżeli podejmiemy taką pracę integracyjną przy udziale specjalisty, to ten jej wymiar prędzej czy później dobiegnie końca – choć prawdopodobnie będzie to koniec otwarty, tj. powinien być możliwy powrót do wspierającego kontaktu, jeżeli będzie to potrzebne. I czasem taka specjalistyczna praca nad integracją psychodeliczną może mieć wymiar jednej sesji, czasem kilku, a czasem naturalnie będzie zmierzała do przejścia w bardziej długoterminową i obejmującą szerszy obszar życia psychoterapię. Jeżeli tylko czujemy się dobrze w kontakcie z osobą wspomagającą nas w integracji psychodelicznej i ma ona kompetencje do poprowadzenia psychoterapii, a my czujemy taką potrzebę, być może warto skorzystać z takiej możliwości. Przejście z jednej formy w drugą powinno jednak zostać omówione i zaznaczone, chociażby ustaleniem odrębnych zasad współpracy. Z mojej praktyki zawodowej wynika również, że do „integratora psychodelicznego” (czy tak powinna się nazywać ta profesja?) bardzo często zgłaszają się także osoby, które po prostu poszukują całościowej psychoterapii, jednak zależy im na tym, by została ona poprowadzona przez specjalistę, który rozumie stany poszerzonej świadomości i będzie otwarty na potraktowanie ich jako doświadczeń rozwojowych, a nie świadczących z góry o psychopatologii. Warto mieć to na uwadze, rozważając wybór takiej ścieżki zawodowej, by dobrze określić granice swojej działalności i np. nie oferować klientom „z rozpędu” takiej formy pomocy, do której nie ma się wystarczających narzędzi.
INTEGRACJA: POST SCRIPTUM
„Swoboda, z jaką mistrz przekracza linię dzielącą dwa światy i przechodzi od punktu widzenia znajdującego się w sferze ulotnych zjaw doczesności do spojrzenia z perspektywy będącej przyczyną wszystkiego, głębi i powrotu, nie psując przy tym zasad obowiązujących w jednym z tych światów przeniesieniem zasad rządzących drugim, świadczy o jego talencie. Kosmiczny Tancerz, twierdzi Nietzsche, nie stoi ciężko w jednym miejscu, ale lekko i radośnie obraca się i skacze z miejsca na miejsce. Wprawdzie w jednym i tym samym czasie można przemawiać tylko z jednego miejsca, ale nie unieważnia to oglądu, który można uzyskać z miejsc pozostałych.”
Joseph Campbell, Bohater o tysiącu twarzy, s. 173 [1]
Do takiego przechodzenia i przeskakiwania, kosmicznego tańca, potrzebny jest most – jaki w przypadku stanów poszerzonej świadomości stanowi właśnie integracja psychodeliczna. Mam nadzieję, że niniejszym artykułem udało mi się nieco przybliżyć ten most Czytelnikom – tak by łatwiej było znaleźć do niego swoją drogę. Dzięki temu poszerzona świadomość ma szansę nie oznaczać tylko ulotnego stanu, który nieuchronnie przeminie wraz ze zmetabolizowaniem przyjętej substancji i zakończeniem jej działania w organizmie. Może stać się natomiast stale dostępną dodatkową perspektywą, która zupełnie odmieni jakość życia. Czego wszystkim i sobie życzę 🙂
Zobacz ofertę Warsztatu Integracji Psychodelicznej HoloMind w Warszawie
[1] Campbell, J. (1997). Bohater o tysiącu twarzy. Poznań: Zysk i S-ka.
[3] Greń, J., Tylš, F., Lasocik, M., & Kiraly, C. (2023). Back from the rabbit hole. Theoretical considerations and practical guidelines on psychedelic integration for mental health specialists. Frontiers in Psychology, 14. https://doi.org/10.3389/fpsyg.2023.01234
[7] Holas, P., & Kamińska, J. (2023). Mindfulness meditation and psychedelics: potential synergies and commonalities. Pharmacological Reports, 75(6), 1398–1409. https://doi.org/10.1007/s43440-023-00551-8
[8] Chambers, R., Stoliker, D., & Simonsson, O. (2023). Psychedelic-Assisted Psychotherapy and Mindfulness-Based Cognitive Therapy: Potential Synergies. Frontiers in Psychology, 14, 2111–2123. https://doi.org/10.3389/fpsyg.2023.45678
[9] Calder, A. E., & Hasler, G. (2023). Towards an understanding of psychedelic-induced neuroplasticity. Neuropsychopharmacology, 48, 104–112.
[10] Kwieciński, T. (2022). Follow the call. Terapeutyczne doświadczenia w poszerzonych stanach świadomości. Kiełpin: BookEdit.
[11] Kwieciński, T. (2023). Wstęp do terapii psychodelicznej. Warszawa: HoloMind.
[12] korespondencja wewnątrzinstytutowa, luty 2024