Pamiętaj, że substancje psychodeliczne są w Polsce zakazane prawnie i mogą być niebezpieczne dla Twojego zdrowia. Nie zachęcamy do nielegalnego stosowania substancji psychodelicznych. Skupiamy się na edukowaniu, pomocy, redukcji szkód.
„Mam trzy latka, trzy i pół,
sięgam brodą ponad stół,
mam fartuszek z muchomorkiem,
do przedszkola chodzę z workiem…”
KULTURA
Trudno o psychodelik (a raczej substancję o działaniu między innymi psychodelicznym) mocniej osadzony w polskim krajobrazie – czy to kulturowym, czy naturalnym – niż muchomor czerwony. Jednak jego wyraźnie zaznaczona w przestrzeni publicznej obecność jest raczej oderwana od jego psychoaktywnych właściwości – w każdym razie, związki te są raczej ukryte niż jawne. Nikt przecież nie haftuje przedszkolakom na fartuszkach tego charakterystycznie wyglądającego grzybka (vide zacytowany we wstępie popularny wierszyk dla dzieci), mając na myśli efekty, jakie wywołuje jego spożycie. A w każdym razie, pewnie mało kto robi to świadomie 😉
Nie da się jednak zaprzeczyć, że zarówno muchomor czerwony (Amanita muscaria), jak i bardziej brązowy niż czerwony muchomor plamisty (Amanita pantherina) oraz ich podgatunki potrafią przyczynić się do niecodziennych zjawisk w organizmach, przez które zostaną skonsumowane. I wcale nie chodzi o ich rzekomą śmiercionośność (o czym będzie jeszcze mowa w dalszej części artykułu). Wiedzieli o tym doskonale mieszkańcy Syberii – w jej północno-wschodniej części używający muchomora powszechnie w społeczeństwie, w zachodniej z kolei w sposób bardziej ograniczony, w celach medycznych lub sakralnych. Co ciekawe, plemiona syberyjskie aż do rosyjskiej kolonizacji w XVI w. prawdopodobnie nie znały (a w każdym razie raczej nie używały) alkoholu – możliwe, że muchomorowe doznania wystarczająco zaspokajały ich potrzebę zaznawania odmiennych stanów świadomości [1]. Oczywiście, kluczowym zastosowaniem było wykorzystywanie stanów wywoływanych przez te grzyby do rytuałów szamańskich. Prawdopodobnie podobne zjawiska związane z muchomorami występowały również na terenach Polski, jednak nie ma na to takich dowodów jak w przypadku Syberii. Wiemy na pewno, że muchomora czerwonego, po odpowiednim przygotowaniu, stosowano w XIX-wiecznej Polsce jako trutkę na muchy (stąd nazwa; choć nie powodowała ona w istocie muszej śmierci, lecz długotrwały acz przemijający paraliż), a także do leczenia reumatyzmu i czerwonki w medycynie ludowej [2].
Niektórzy badacze utrzymują również, że tajemniczą somę – psychoaktywny rytualny napój, opisany w Wedach (świętych księgach hinduizmu), którego używano około 2000 lat p.n.e, aby zwiększać możliwości umysłu i poczucie mocy oraz doświadczać zjednoczenia z Bogiem – wytwarzano właśnie z przetwarzanego w określony sposób muchomora czerwonego [3].
Jako że niniejszy artykuł publikowany jest w okresie bezpośrednio poprzedzającym Boże Narodzenie, warto także nadmienić o konotacjach muchomora czerwonego z tym świętem. Owszem, takie powiązania są możliwe do zaobserwowania – i występują całkiem licznie. Zacznijmy od tego, że ikonografia bożonarodzeniowa Skandynawii i północnej Europy z jakiegoś powodu obfituje w przedstawienia Amanity, a my w wigilijny wieczór poszukujemy prezentów pod iglastym drzewkiem – czyli dokładnie tam, gdzie w naturze warto wypatrywać tych wyjątkowych grzybów. Jak wcześniej wspomniałam, dość powszechnie znane jest znaczenie muchomora w szamanizmie syberyjskim (i centralnej Azji) – bezpośrednio po drugiej stronie Oceanu Arktycznego znajduje się Biegun Północny, uznawany za jedną z możliwych siedzib Świętego Mikołaja. Istnieją różne teorie na temat jego tożsamości. Według najbardziej rozpowszechnionej, była to rzeczywista osoba, żyjąca na przełomie III i IV w. na terenach dzisiejszej Turcji, znana ze swojego dobrego serca – dzieląca się majątkiem z potrzebującymi i pomagająca ludziom na różne inne sposoby (także poprzez czynienie cudów). Człowiek ten w efekcie został biskupem, a później ogłoszono go świętym. Jest jednak również znana hipoteza, jakoby postać Świętego Mikołaja, z różnymi jej atrybutami, nie wywodziła się z życiorysu jednej osoby, lecz wielu – a konkretnie miałaby pochodzić od syberyjskich szamanów (czyli również osób niosących pomoc innym, w tym przypadku głównie poprzez uzdrawianie i opiekę duchową). Według tej teorii czerwony strój Mikołaja, urozmaicony białymi akcentami, nawiązuje bezpośrednio do fizjonomii muchomora czerwonego. Dlatego, że syberyjscy szamani w okresie przesilenia zimowego (czyli w okolicach obchodzonych przez nas świąt Bożego Narodzenia) rozdawali ludziom w prezencie właśnie suszone muchomory. Suszenie ich odbywało się zresztą podobno m.in. na gałęziach drzew, co z kolei mogłoby uzasadniać zwyczaj dekorowania świątecznej choinki. Co więcej, drzwi do domostw bywały w tym okresie często zawalone śniegiem, dlatego wchodziło się do nich i wychodziło z nich poprzez otwory w dachu – stąd oczywiście miałby brać się fragment opowieści o Świętym Mikołaju wślizgującym się do budynków przez kominy (jak twierdzi antropolog John Rush). Znalezienie się na ich wysokości ułatwiają w tej opowieści niezastąpione renifery, ciągnące magiczny zaprzęg po bożonarodzeniowym niebie i lądujące nim na dachach domów. Reny były tymczasem typowymi, lokalnymi, syberyjskimi zwierzętami mocy, z których duchami łączyli się szamani i które to duchy wspierały ich w ich ceremonialnych podróżach. Być może więc świąteczny motyw reniferów w roli „towarzyszy lotu” jest znów nieprzypadkowy i ma głębsze znaczenie. Ponadto, zastępca redaktora naukowego czasopisma The Pharmaceutical Journal Andrew Haynes twierdzi, że zwierzęta te wyszukują i zjadają psychoaktywne grzyby w celu doznawania zmienionego stanu świadomości. W innych źródłach z kolei udokumentowano zwyczaj pijania moczu renów przez syberyjskich pasterzy i – a jakże – szamanów. Nabiera to dodatkowego sensu, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że uryna wydalona przez dowolny organizm po przetrawieniu muchomora pozostaje psychoaktywna, ponieważ jeden z kluczowych składników (konkretnie kwas ibotenowy) przechodzi przez ustrój w formie niezmienionej. Mechanizm ten stał zresztą za praktyką zdobywania i wypijania moczu nie tylko zwierząt, ale i ludzi, którzy spożyli wcześniej muchomora (stosowaną np. przez biedniejszych entuzjastów odmiennych stanów świadomości) – opisaną w XVIII-wiecznych raportach Philipa Johanna von Strahlenberga. Według niego, taki recykling pozostawał skuteczny do 5 (!) cykli. Na koniec warto wspomnieć jeszcze o lapońskim (czyli północnofińskim) plemieniu Samów – w którego szamańskich przekazach obecne są dokładnie te same wątki, co w podaniach syberyjskich: obecność wszechwiedzących postaci, przeciwstawiających się przestrzeni i czasowi, latające renifery (do tego zaprzęgnięte w sanie), schodzenie przez kominy, darowanie w prezentach suszonych na drzewach grzybów w celach uzdrawiania [4]. A, jak wiadomo, Laponia jest drugim najpopularniejszym miejscem, któremu przypisuje się miano siedziby Świętego Mikołaja, który w znanej nam wersji opowieści jest w sumie mężczyzną wyglądającym trochę jak psychodeliczny grzyb, posiadającym dostęp do umysłów wszystkich (skoro zna nasze marzenia) i jednej wyjątkowej nocy potrafiącym znaleźć się w każdym miejscu na świecie, aby wszystkich obdzielić darami, jakich potrzebują. A jednocześnie pozostającym nieuchwytnym i zdającym się nie podlegać zwykłym prawidłom upływającego czasu, skoro tę samą misję powtarza z sukcesem rok w rok od tak dawna… Z tej perspektywy nie byłoby chyba szczególnie zaskakujące, gdyby okazało się, że rzeczywiście może to mieć coś wspólnego ze stanami poszerzonej świadomości? 🙂
NATURA
Schodząc jednak bardziej (i dosłownie) na ziemię – gdzie możemy spotkać tego sprawcę niemałego kulturowego zamieszania? Muchomory czerwone i plamiste rosną w naturze na całym świecie, najliczniej na półkuli północnej (jak miał okazję zauważyć każdy fan polskiej tradycji klasycznego grzybobrania – muchomory czerwone są u nas gatunkiem wręcz pospolitym). Muchomor plamisty zawiera znacznie więcej substancji aktywnych niż muchomor czerwony, więc ważne jest rozróżnienie pomiędzy tymi gatunkami (poza tym ich działanie jest analogiczne). Głównymi substancjami psychoaktywnymi w nich zawartymi są: kwas ibotenowy oraz muscymol, a pomocniczo działa m.in. mannitol.
W ramach ciekawostki – czy zastanawialiście się kiedyś, skąd bierze się jedna z najbardziej charakterystycznych morfologicznych muchomorowych cech? Czyli dlaczego właściwie muchomory mają kropki? Otóż niedojrzałe muchomory pokryte są w całości białą osłonką (tzw. osłoną całkowitą), która wraz ze wzrostem grzyba pęka, a jej pozostałości zatrzymują się na kapeluszu – tworząc na jego powierzchni tak dobrze nam znane dekoracyjne elementy. Może się jednak zdarzyć, że w początkowej fazie wzrostu osłonka zostanie zmyta przez silny deszcz i wtedy muchomor może nie mieć kropek wcale. Wciąż będzie jednak muchomorem – i to w dodatku nadal psychoaktywnym.
PROCEDURA
Muchomory pozyskuje się po prostu z grzybobrania w lasach i na łąkach – takiego, jakie zna doskonała większość z nas, tylko nastawionego na inny cel (czy też cele – czerwone/brązowe i nakrapiane). Należy unikać okazów uszkodzonych lub takich, wokół których gromadzą się owady. Ich odchody mogą powodować problemy gastryczne u ludzi. W celu wykorzystania prozdrowotnych właściwości tych grzybów używa się głównie ich kapeluszy, posiadających w sobie najwięcej substancji działających psychoaktywnie (chociaż w różnych tradycjach na świecie wygląda to bardzo różnie, np. gdzieniegdzie pali się zdjętą i wysuszoną tylko cienką skórkę z kapeluszy lub po prostu całe wysuszone i pokruszone grzyby – te metody dają szybsze, lecz bardziej krótkotrwałe efekty). Spożycie muchomora w stanie wysuszonym zmniejsza częstość nudności i wymiotów, które zwykle występują po zjedzeniu owocników surowych. Proces suszenia poprzedzający konsumpcję jest ważny również dlatego, że wpływ wysokiej temperatury oraz redukcja wilgoci w materiale sprawiają, że jeszcze poza organizmem spożywającego bardziej toksyczny kwas ibotenowy przekształca się w mniej toksyczny, a zdecydowanie bardziej psychoaktywny muscymol (na dalszych etapach taką funkcję spełnia również kwaśne środowisko w żołądku, ale opisana wyżej procedura mniej obciąża organizm). Badania chemiczne wykazały, że przemianie tej najbardziej sprzyja suszenie na słońcu (przez 3 dni – zarówno skracanie, jak i wydłużanie tego procesu wpływa negatywnie na pożądane parametry) lub ewentualnie w piekarniku (5,5h w 80’C lub 8h w 70’C). Jednak w materiale suszonym na słońcu poziom muscymolu może być nawet o 250% wyższy niż w takim, wobec którego zastosowano suszenie przy użyciu piekarnika. Następnie optymalnie jest poddać suszone grzyby leżakowaniu przez 3 miesiące bez dostępu światła. A zdecydowanie najbezpieczniejszym i najlepiej przyswajalnym sposobem przyjęcia, redukującym do minimum skutki uboczne, natomiast maksymalizującym efekty psychodeliczne, jest wypicie wyciągu wodnego z tak ususzonych i przeleżakowanych, a następnie macerowanych w chłodnej wodzie kapeluszy [3]. Oczywiście, jak wskazują opisane wcześniej syberyjskie tradycje pasterskie i szamańskie, z uwagi na zdolność kwasu ibotenowego do przechodzenia przez organizm w formie niezmodyfikowanej, dla uzyskania efektów psychoaktywnych można również pić mocz wydalony przez człowieka lub zwierzę, którzy zjedli wcześniej Amanitę. Wszystko wedle indywidualnych upodobań…
Zawartość substancji psychoaktywnych w owocniku grzyba zależy od licznych czynników środowiskowych, takich jak: rodzaj gleby, miejsce występowania, a w szczególności pora zbioru [5]. Muchomory zbierane wiosną i latem zawierają nawet dziesięciokrotnie więcej kwasu ibotenowego i muscymolu niż te zbierane jesienią. Okazy z początku sezonu (połowa sierpnia) wywołują najwięcej zjawisk psychowizualnych, a jesienne najwięcej efektów fizycznych.
Optymalna dawka nie jest łatwa do ustalenia. Jeśli zostanie przekroczona, może spowodować głęboki sen, podobny do śpiączki, trwający przez całe doświadczenie. Czasem taki stan niektórzy wywołują celowo, ponieważ obfituje on w wizje i doznania podobne do świadomego śnienia. W celu zachowania bezpieczeństwa powinno się zaczynać od bardzo małych dawek (jeden mały lub średni kapelusz), aby rozpoznać moc zebranego materiału, a także sprawdzić odpowiedź zdrowotną swojego organizmu – i dopiero dobrać dozę właściwą (standardowo określa się ją na 3 kapelusze). Należy również pamiętać, że na efekty działania trzeba trochę poczekać, nawet 2–3h od konsumpcji [3].
TOKSYKOLOGIA
Muchomory czerwone czy plamiste uważane są powszechnie za trujące,choć w istocie – przy ostrożnym i rozważnym używaniu – ich toksyczność jest stosunkowo niewielka (w przeciwieństwie do niektórych innych gatunków muchomorów, których spożycie stanowi duże zagrożenie dla życia lub może prowadzić do ciężkiego uszkodzenia wątroby, jak w przypadku np. muchomora sromotnikowego). Może przyczyniać się do niej również duża zdolność grzyba do akumulacji metali ciężkich z gleby. Śmierci z powodu ciężkiego zatrucia zdarzają się rzadko – na tyle rzadko, że nie jest to istotne statystycznie [3] i nie odzwierciedla rozpowszechnionego stosunku do muchomora czerwonego, który obejmuje głównie podkreślanie jego potencjalnie śmiercionośnych właściwości. Dotyczą one jednak przede wszystkim organizmów osłabionych, chorych, dzieci lub osób w podeszłym wieku. Negatywne konsekwencje wynikają również z omyłkowego lub niewłaściwego spożycia (np. w połączeniu ze stymulantami lub alkoholem) albo przedawkowania. Dodatkowo, przy masywnym przedawkowaniu możliwe jest uszkodzenie wątroby, nerek lub mózgu, a nawet śmierć (za dawkę śmiertelną uważa się spożycie 10 średnio-dużych, świeżych kapeluszy). Przypadkowe zatrucie często wiąże się z dużo gorszymi przeżyciami w porównaniu do celowego przyjęcia muchomora – ze względu na strach o życie rzutujący na przebieg doświadczenia. Jednak po ustąpieniu działania substancji w niemalże wszystkich przypadkach następuje powrót do pełni zdrowia. Nie opisano dotychczas u ludzi szkód narządowych związanych z używaniem muchomora czerwonego, warto jednak pamiętać, że badania na zwierzętach sugerują możliwość uszkodzenia układu nerwowego, w tym mózgu, w przypadkach nie tylko przedawkowania, lecz także częstego użycia [3]. Z drugiej strony, badania eksperymentalne polegają na podawaniu wyizolowanych substancji, natomiast w warunkach naturalnych występują one w złożonym układzie, który może powodować efekty synergistyczne (np. ochronny wpływ niektórych składników wobec potencjalnie szkodliwego oddziaływania innych).
DZIAŁANIE
A skoro już o działaniu mowa – efekty zastosowania Amanity są mocno nieprzewidywalne, ponieważ spektrum możliwych doznań jest bardzo szerokie oraz, tak jak pisałam, zawartość substancji psychoaktywnych w poszczególnych okazach grzybów może się mocno różnić, także w zależności od późniejszego sposobu przetwarzania zebranego materiału. Mechanizm działania jest inny od klasycznych psychodelików, wpływa mocniej na neurofizjologię całego organizmu. Jak wspomniano wcześniej, głównymi substancjami psychoaktywnymi zawartymi w muchomorze czerwonym są kwas ibotenowy i muscymol, a nie, jak przez długi czas sądzono, odkryta pod koniec XIX w. muskaryna (która poprzez swoiste receptory muskarynowe wpływa na zwiększenie aktywności nerwu błędnego, wywołując zwolnienie częstości rytmu serca, rozszerzenie źrenic, wzrost wytwarzania potu i śliny, ale nie jest psychoaktywna). Dodatkowo zwraca się uwagę na znaczenie zawartego w miąższu muchomora mannitolu, który poprzez działanie osmotycznie czynne czasowo zmienia “szczelność” bariery krew-mózg, co umożliwia łatwiejsze przenikanie substancji psychoaktywnych do ośrodkowego układu nerwowego [3].
Kwas ibotenowy to alkaloid o działaniu pobudzającym, wpływa na receptory NMDA kwasu glutaminowego (nadmierne pobudzenie receptorów NMDA przez duże lub częste dawki może uszkadzać ośrodkowe struktury związane z procesami pamięci i uczenia się). Muscymol, aktywny metabolit kwasu ibotenowego (5-10 razy bardziej psychoaktywny od kwasu ibotenowego, zdecydowanie mniej toksyczny) jest związkiem termostabilnym, działając jako tzw. super-agonista receptora GABA-A działa na ośrodkowy układ nerwowy. Zawartość muscymolu w muchomorze czerwonym jest kilkudziesięciokrotnie mniejsza niż kwasu ibotenowego, jednak kwas ibotenowy ulega spontanicznemu przekształceniu w bardziej aktywny muscymol. Najprostszym sposobem pobudzenia przemiany kwasu ibotenowego do muscymolu jest ogrzewanie w procesie suszenia Powstały muscymol jest substancją termostabilną i nie podlega rozkładowi podczas dalszej obróbki cieplnej, w tym gotowania. Podobny efekt uzyskiwany jest w wyniku reakcji zachodzącej w kwaśnym środowisku w żołądku. Niewielka część, z przyjętego doustnie w tkankach grzyba, kwasu ibotenowego ulega przekształceniu w muscymol odpowiedzialny za działanie psychoaktywne, a reszta usuwana jest z moczem w stanie niezmienionym. Obserwacje te tłumaczą potencjalne wykorzystanie moczu osób lub zwierząt, które spożyły Amanity, bowiem w każdym kolejnym cyklu część obecnego kwasu ibotenowego jest przekształcane w aktywne metabolity. Proces ten można powtarzać kilkukrotnie, do czasu obecności wystarczającej ilości kwasu ibotenowego w moczu, tak aby wytworzyć procesie dekarboksylacji progową dawkę muscymolu [7].
Efekty występują w czasie od 30 minut do 3h po spożyciu, w wysokiej intensywności mogą utrzymywać się do kilkunastu godzin (chociaż całkowity powrót do rzeczywistości następuje po 24h). Mogą być zarówno pobudzające, jak i uspokajające (również naprzemiennie), a także psychodeliczne, dysocjacyjne, a nawet deliryczne. Jednak opisywane są charakterystyczne 3 fazy doświadczenia muscymolowego:
1) faza doznań fizjologicznych,
2) faza doznań psychodelicznych (wizje i halucynacje – mniej zjawiskowe od psylocybinowych, raczej surrealistyczne doświadczanie otoczenia oraz wglądy),
3) faza pogranicza jawy i snu (problemy z koordynacją ruchową, doznania dysocjacyjne, bezczasowość i bezprzestrzenność, świadome sny).
Wśród charakterystycznych doznań wymieniane są często również pętle myślowe i behawioralne, echoobrazy oraz natychmiastowe zamienianie się myśli w obrazy, utrata ego przeżywana jako bardzo realne doświadczenie, poczucie dużej siły fizycznej i zwiększona odporność na ból, drżenie mięśni i zapadanie w bardzo głęboki sen, naszpikowany niezwykle barwnymi i szczegółowymi scenami. Przy bardzo wysokich dawkach możliwe są delirium, utrata przytomności i drgawki toniczno-kloniczne, a następnie amnezja doświadczenia [6].
PODSUMOWANIE
Mam nadzieję, że amnezja nie spotka Was po lekturze tego artykułu i gdy następnym razem natkniecie się na muchomora podczas spaceru, spojrzycie na niego być może trochę inaczej niż do tej pory. Tak jak i ja po napisaniu tego tekstu nieco odmiennie myślę o muchomorowych haftach na przedszkolnych fartuszkach. Może są one nie do końca uświadomionym, lecz nieprzypadkowym odzwierciedleniem swobodnego poruszania się po świecie fantazji i wyobrażeń, tak charakterystycznym zarówno dla muchomorowej podróży, jak i dla dziecięcej rzeczywistości? A może stanowią swego rodzaju amulet ochronny i życzenie, aby ten potencjał nie został utracony w zetknięciu z socjalizującym i nieraz boleśnie racjonalizującym systemem, którego przedszkole jest często jednym z pierwszych przejawów w życiu małego człowieka…
[1] Chwaluk, P., Przybysz, I., (2015). Intoksykacje muchomorem czerwonym w Polsce – nowa tendencja na scenie narkotykowej czy współczesna adaptacja obcych tradycji? Przegląd literatury i doniesienie kliniczne. Etnobiologia Polska, 5, 89-98.
[2] Trojanowska, A., (2001). O leczniczym użyciu grzybów w XIX wieku. Analecta, 10/2 (20), 111–127.
[3] Babicki, J., (2019). Muchomor czerwony – Amanita muscaria. Enteologia, psychofarmakologia, toksykologia. DOI: 10.13140/RG.2.2.18047.07847
[4] Beres, D., (2020). Santa Claus was a psychedelic mushroom. psychedelicspotlight.com. https://psychedelicspotlight.com/santa-claus-was-a-psychedelic-mushroom/. Dostęp: grudzień 2023.
[5] Deja, S., Wieczorek, P.P., Halama, M., Jasicka-Misiak, I., Kafarski, P., Poliwoda, A., Młynarz, P., (2014). Do differences in chemical composition of stem and cap of Amanita muscaria fruiting bodies correlate with topsoil type? PLoS ONE 9(12): e104084. DOI: 10.1371/journal.pone.0104084
[6] Feeney, K., (2013). The significance of pharmacological and biological indicators in identifying historical uses of Amanita muscaria. In J. Rush (Ed.), Entheogens and the Development of Culture: The Anthropology and Neurobiology of Ecstatic Experience (pp.279-318). Berkeley, CA: North Atlantic Books.
[7] Ott, J., (1976). Psycho-Mycological Studies Of Amanita – From ancient sacrament to modern phobia. Journal of Psychoactive Drugs, 8:1, 27-35. DOI: 10.1080/02791072.1976.10472005